Świat ten poznaję na czterech łapach
łapy są moje, świat jeszcze nie
czasem zatrzymam wzrok na atrapach
na tych światełkach ginących we mgle

Świat ten podziwiam z poziomu bruku
głowę przytulam do kocich łbów
słucham ulicy szmerów, pomruków
które kołyszą miasto do snu

Ględzę i pędzę do tej przestrzeni
zauroczony kamiennym tchem
światem baśniowym, który się zmieni
dopiero z nowo wstającym dniem

Lecz póki jeszcze tak do mnie gada
oczy otwieram, wyostrzam słuch
jakaż to dzisiaj powstanie ballada
o czym opowie, jaki ma duch

Wiem już, że będę jak klaun w kokardą
czekał muzyki choć deszcz na dworze
na własnych nogach nie stanę twardo
wszak przez podeszwy słyszy się gorzej

Świat swój poznaję od łbów brukowych
każda historii snuje tysiące
nigdy mi jakoś nie przyszło do głowy
że choć tak zimne, są tak gorące